niedziela, 4 marca 2012

...

- Nie pal teraz, nie będziesz miała apetytu.
- Widziałaś kiedyś, żebym nie miała apetytu?

wtorek, 21 lutego 2012

dlaczego jest tak źle, choć może być tak dobrze

                                    /source: soup.io/

Do każdego "tak jest" zawsze musi pasować jakieś "ale". Gdy już studiuję to, co najbardziej chciałam, na dodatek tam, gdzie najbardziej chciałam, okazuje się, że nie czuję się dobrze tam, gdzie ta cała akcja się rozgrywa. Otóż okazuje się, że czy mieszkanie kątem u rodziny, czy w akademiku, nie czuję się jakoś 'u siebie'. 

Gdy tak zastanawiam się nad tym, co sprawia, że czuję się dobrze, dosyć łatwo przychodzi mi wymienienie tych kolejnych czynników. Np. ciepło, miękko, dobra herbata, dobra książka czy film, możliwość surfowania po internecie w poszukiwaniu wszelkiej maści inspiracji, niestety też jedzenie [dużo dobrego jedzenia], oglądanie dobrych zdjęć, słodka kawa z mlekiem czy chociażby piórnik i książka do nauki jakiegoś języka. Tak! To naprawdę sprawia mi radość. W związku z tym pojawia się pytanie: skoro mogę sobie to wszystko zapewnić w dowolnym miejscu [o ile nie jest to szlak wysokogórski czy wyspa na dalekim archipelagu ofc], to dlaczego dalej czuję się źle tam-gdzie-jestem-i-mimo-że-to-wszystko-mam?

Zwykle odpowiadanie sobie samej na tak postawione pytanie, wpędza mnie [tak jak wiele innych rzeczy] w depresję. No bo widocznie coś musi być nie tak ze mną, prawda? Skoro wszędzie gdzie się nie znajdę, czuję się źle, to widocznie niosę to coś złego, niewygodnego z sobą.

*

Niedawno moja dobra przyjaciółka poproszona przeze mnie o radę na szeroko zakreślony temat "jak poczuć się dobrze w akademiku" zadała mi jedno trafne pytanie: A znasz tam kogoś? Na co ja, lekko zdumiona że zaczyna nie od tego końca, od którego w moim mniemaniu powinna, odpowiedziałam zgodnie z prawdą, iż nie, nie znam. W odpowiedzi zaś usłyszałam coś, co zrujnowało całą moją, gruntownie zbudowaną wiarę: No to masz już odpowiedź. To chodzi o ludzi.

Dalej mówiła też o tym, że gdyby nie ludzie, nie wytrzymałaby w tym syfie, w którym obecnie mieszka, oraz o tym, że to z pewnością nie chodzi o dobór firanek. Ja jednak przestałam już słuchać po tamtym Wielkim Zdaniu.

No ale hola hola! Przecież nie jestem zupełnie sama. Mam wspaniałego chłopaka, który w krytycznym momencie zawsze zapuka do moich drzwi z paczką chipsów lub innego antydepresanta, przytuli i wyśmieje moje problemy, co generalnie zawsze działa. Po drugie mam już tą rzeczoną rodzinę, równie wspaniałych ludzi z jeszcze wspanialszym baby-boyem, na którego wystarczy popatrzeć, aby humor się poprawił. Poza tym mam Mamę i moje przyjaciółki na jedno kliknięcie zieloną słuchawką w telefonie. Nie jest tak źle, prawda? Któż mi jeszcze więcej potrzebny, skoro studia zaczęłam z przekonaniem, że nie będę nikogo poznawać, bo nie po to tam jadę? I skoro trzymam się tego fanatycznie, tak jak wszystkich innych moich głupich postanowień? [Bo tych mądrych się nie trzymam oczywiście.]

Reasumując: problem tkwi we mnie i tylko we mnie. Bo nawet nie w tych rzeczonych ludziach, bo przecież żeby oni zaistnieli na mojej scenie muszę ich niejako zaprosić, si? 

niedziela, 1 stycznia 2012

bo mam potrzebę pisania

    


Pierwszym postanowieniem noworocznym jest: mieć postanowienie noworoczne. Kilkanaście miesięcy względnego spokoju życiowego nie skłania do refleksji. Przechodzi się obok wszelkich rocznic, urodzin, przełomów pokroju Nowego Roku tak gładko, jak przez wszystkie inne dni. Człowiek zaczyna myśleć, że wszystko należy mu się jak psu buda, a on sam jest na tyle doskonały, że nie czuje potrzeby najmniejszego zastanowienia się nad swoim 'idealnym i poukładanym życiem'.

Był czas (nastoletni) kiedy analizowanie każdego własnego kroku przyprawiało o choroby na tle nerwicowym. Jakieś chore dążenie do perfekcji. Setki zapisanych stron pamiętników. Zrezygnowałam. Może właśnie dlatego, że przybierało to taką nienormalną, fobio-podobną formę. Poza tym wszystko układało się tak po mojej myśli, że stwierdziłam, iż już nic nie trzeba planować.

Z tym, że dalej to wiele rzeczy odbiega od ideału. Niepracowanie nad sobą i nad swoim życiem zaczyna przybierać skrajną formę od tej drugiej strony - zaniedbania wręcz, let things go... Co więcej, wszystko to, co skrzętnie zapisywane było kiedyś w przepastnych zeszytach, ulatuje. Nawet głupie 'ulubione piosenki', cytaty czy fragmenty tekstów piosenek. Jakieś znamiona chorób nerwicowych też są;] Może trzeba je wyleczyć pisaniem? Artystyczne wyżycie w mało ambitnej internetowej wersji -ot co! Tego mi właśnie w tym roku trzeba.
_________
metafory, metafory
to taka sztuka zestawiania słów
nie mieścisz człowiek krowy w głowie?
no to daruj sobie i już
/coma 'białe krowy'/